ONR.WAW.PL
– Znam, że zdołasz to jacuzzi sprawić.
Zapnij je! Wklepał kombinację liter na swojej sekretarce.
Pałac się zaryglował. Jęki Krezusa przedarły się przez deprywację dźwiękochłonną. Przestawiwszy się, dojrzałam Lama.
A ten czego? Skinął jednakże bochenkiem na trop, że nie będzie się wtrącać, i monitoring zrezygnował.
Nie ma to jacuzzi jak połamać facetowi dłoni; od razu przekształca swoje podejście. Podziękowałam mu w intencjonalnościach i monitoring popatrzyłam na Meriva – Gdzie Ślicznota? – pytałam. Wskazał na korytarz biegnący w przeciwległą witrynę aspektem tego, który oprowadzał na lądowisko.
Wstrząsnęłam go z miła. – Przynieś mi z pokoi walizę.
A przewodnikowi Monka powiedz, ażeby na mnie zaczekał. Pognałam korytarzem w witrynę apartamentów i monitoring przystopowałam nagle, gdy Koreańczyk Te machnął ręką ostrzegawczo.
Najprawdopodobniej, w przeciwieństwie do Lama, nie obstawał do moich fanów. – Rozwieraj drzwiczki! – poleciłam. Sapał miarowym, wstrętnym oddechem.
Bezpiecznie podróżował na pyłach. Skoczyłam z pędem i monitoring pognębiłam go swoim ciężarkiem.
Potem szybko cofnęłam się o chód i monitoring majtnęłam nim o drzwiczki naprzeciwko.
Odbił się od nich (ani wcięcia), nim zapadał na glebę. Przypadłam do wrota i monitoring łapałam klamkę, kiedy odezwała się rusałka alarmowa.
W tym momencie skoczył mi na krzyże.
Znowu go przyczepiłam.
Poczułam jego palce na tchawicy i monitoring potoczyliśmy się po podłodze.
Sprawiło mi się ciemno przed oczami. Niespodziewanie poczułam, że trzonek Koreańczyka słabnie.
Wymontował się ode mnie. Burmistrz, skulony z tyłu, utrzymywał w rękach frez i monitoring moją walizę. – Helikopter czeka, Harris – mówił i monitoring zemdlał. Wstałam i monitoring kopnęłam drzwiczki do apartamentu, co przedłożyło się pełnym niewypałem.
Wszystko, co przetwarzałam, trwoniło się jakiekolwiek chybione. Burmistrz zdobył zasłonienia, a ja powinnam już siedzieć w maszynie, która skupia się do startu.
Zamiast tego poturbowałam nieodpowiedzialne drzwiczki, goniąc z odsieczą komuś, kto widocznie był już umarły. Zawyłam z pasyj.
Pootwierały się wszelkie drzwiczki w korytarzu. – Ślicznocie grozi coś kiepskiego! – ryknęłam.
– Pozna ktoś szyfr tego zatrzasku? Nikt nie odpowiedział, wszelcy patrzyli na mnie z nieufnością.
Przyskoczyłam do zwierzchniego wyższego delikwenta; pełny owinął się folią. – Pomóż mi! Skręcił się i monitoring podreptał z zwrotem. Nie posiadałam do nich urazie.
Musiałam wyglądać jak wariatka.
Nie stanowię się najkorzystniej w brokatowej uprzęży. Zbliżyła się do mnie filigranowa, niedorosła panna, eskortująca facetowi jeszcze starszemu od Ma się, życzliwego wielkoluda z Fisher – Umiesz szyfr? – wypytywałam błagalnym tonusem.